poniedziałek, 30 marca 2015
Rozdział 1 -Przeprowadzamy się do Buenos Aires
Wchodzę do swojego pokoju i mam ochotę teraz się komuś wygadać. Może powinnam porozmawiać z kimś ze swoich koleżanek ze szkoły. Nie ja nawet nie umiem z nimi rozmawiać. Widziałam dzisiaj jak Roxi i Rosa zarywały do jednego chłopaka. Mogłabym im w sumie pomóc bo słyszałam jak mówił w której z nich on się kocha. Może podrzucę im jakiś liścik albo wyślę jakiś anonimowy list. To w sumie nie byłby taki głupi pomysł. Uśmiechnęłam się sama do siebie i położyłam się na łóżku. Westchnęłam i sięgnęłam po książkę która leżała na szafeczce nocnej. Zaczynam ją czytać leżąc ze swoim misiem w objęciach.
wtorek, 17 marca 2015
Prolog
Prolog
Zamyka w sobie cały swój świat i nikomu nie opowiada o swoim życiu.Chciała by to zmienić ale nie bardzo wie jak
i komu może się wygadać. Obserwuje to co się dzieje
dookoła nie. Koduje cały dzień we własnej głowie a
później dokładnie go analizuje. Widzi te zakochane pary
które czasami się kłócą. Widzi te dziewczyny które starają się
poderwać niedostępnych chłopaków i widzi chłopaków którzy
teoretycznie nie mają żadnych szans u niektórych dziewczyn.
Chętnie podeszła by do takiej osoby i dała kilka rad ale nie ma
pojęcia jak ma zagadać. Dla niej rozmawianie z innymi sprawia
duże trudności. zaczyna się wtedy jąkać i nie wie co ma mówić
mimo że wcześniej w głowie ułożyła sobie cały tekst który chce powiedzieć.
~*~
Otwarty na wszelkie propozycje. Uwielbia dziewczyny i dobrą zabawę.
W jego guście są dziewczyny w jego wieku lub rok młodsze, takie które tak samo jak on uwielbiają dobrą zabawę. Potrafi zmieniać je co tydzień,
częściej czasem rzadziej zależy jak mu dziewczyna przypadnie do gustu.
Uwielbia imprezy. Nie cierpi dziewczyn małomównych, nieśmiałych,
kujonek i dobrych uczennic chociaż on sam uczy się dobrze.
Czasami to ukrywa i w efekcie nie zdaje do kolejnej klasy.
Ponadto jest świetnym przyjacielem, piłkarzem i kapitanem szkolnej drużyny.
Uwielbia wygrywać mecze, nie znosi porażek.
Ale czy to na pewno jest prawdziwy on?
~*~
Dwa zupełnie inne światy. Czy mogą mieć ze sobą coś wspólnego? Na pierwszy rzut oka na pewno nie. Ale może kiedy bardziej zechcemy zainteresować się ich historią dowiemy się czegoś nowego. Może oni również na wzajem zechcą się sobą zainteresować i poznać. Przecież osoba która z nikim nie rozmawianie może tak po prostu zacząć rozmawiać z kimś z wyższej sfery. A może będzie zupełnie inaczej on zacznie rozmawiać z ludźmi z niższych sfer. Bo przecież każdy człowiek jest taki sam. Nie można dzielić ludzi na lepszych czy gorszych tylko dla tego że niektórzy są nieśmiali a nie którzy odważni.
~*~
"Nie ma ludzi lepszych lub gorszych. To tak, jakby powiedzieć, że niektóre marzenia są mniej ważne. Absurdalne."
~*~
Jeśli mieliby okazję się spotkać jak by wyglądało ich spotkanie? Przecież to na pozór dwa różne światy. Chociaż może jednak mogliby zostać znajomymi, przyjaciółmi albo kimś więcej. Tylko oni nawet się nie znają. Chciałaby poznać kogoś kto by ja rozumiał. Może to nie jest taki zły pomysł. Nie byłby gdyby umiała rozmawiać z ludźmi. Czy pozna kogoś? Tylko jak? A może jej najbliższym przyjacielem stanie się laptop, tablet, internet? 
~*~
Czy jeśli się poznają będą mieli coś ze sobą wspólnego, coś więcej i jeszcze więcej? A może wszystko pozostanie bez zmian. On będzie w swoim świecie, a ona w swoim. Może wcale nie będzie chciał się zadawać z kimś takim jak ona. A ona? Ona może w końcu znajdzie sposób na to żeby podzielić się swoimi problemami, żeby komuś pomóc i się wygadać...
*************
Hej kochani :) Wracam do was z kolejnym opowiadaniem :) I tak wiem co mi teraz napiszecie że ten prolog nie trzyma się w ogóle kupy i tak jest ja to wiem :) Nie umiem pisać prologów więc wybaczcie mi i nie zwracajcie zbytnio na niego uwagi :)
No to tyle na temat prologu ;D Rozdział na pewno pojawi się do końca przyszłego tygodnia :D
Oceniajcie, piszcie i w ogóle komentujcie :)
Buziaczki :**
piątek, 13 marca 2015
[One Shot] Leonetta - Wymarzone Wakacje

NARRATOR
Właśnie
zaczęły się wakacje. Pewna młoda dziewczyna postanowiła wybrać się w
tym roku na wakacje wraz ze swoimi przyjaciółkami. Tym razem dziewczyny
postawiły na morze i przystojnych facetów. Violetta bo tak właśnie miała
na imię śliczna brunetka jest singielką i marzy aby właśnie na tych
wakacjach spotkać tego jedynego. On i jego paczka też wybierają się na
wakacje. Wybrali ten sam kierunek co śliczne dziewczyny. Brunet jako
jedyny z całej paczki jest sam i marzy aby w te wakacje poznać kogoś
wyjątkowego. Morze, plaża i marzenie taki jest cel jej i jego.
VIOLETTA
Właśnie wraz z Fran i Lu wsiadamy do pociągu. Wybieramy
się nad morze. Tym razem postawiłyśmy na Argentynę. Żadnej z nas nie
chciało się wyjeżdżać z kraju.-Dziewczyny to będą nasze najlepsze wakacje - Wydarła się Fran tak że aż ludzie przechodzący obok na nią popatrzyli dziwnie.
-Fran spokojnie - Odezwałam się strasznie rozbawiona
-Tak to będą nasze najlepsze wakacje - Przyznała jej rację Lu. Do naszego przedziału wszedł konduktor który sprawdził nasze bilety i udał się dalej. Po chwili zajęłyśmy miejsca i każda zajęła się swoimi sprawami. Lu malowała paznokcie. Fran spała a ja postanowiłam posłuchać muzyki i poprzeglądać portale społecznościowe.
PARĘ GODZIN PÓŹNIEJ
Droga minęła nam dość szybko. Wysiadłyśmy z
pociągu po czym skierowałyśmy się do taksówki która zawiozła nas pod
hotel. Udałyśmy się do recepcji.-Dzień dobry. Rezerwowałyśmy jeden trzy osobowy pokój na nazwisko Castillo - Przywitałam się z panią ubraną w białą koszulę i czarną spódniczkę.
-Dzień dobry. - Przywitała się z uśmiechem. - Tak wszystko się zgadza - Powiedziała po czym podała mi kluczyk elektroniczny czyli kartę magnetyczną.
-Pokój numer 7015 piętro 15 - Powiedziała z uśmiechem
-Dziękuję bardzo - podziękowałam za wszelkie wskazówki.
-Miłego pobytu - Powiedziała ja odwróciłam się w jej kierunku i z uśmiechem na ustach kiwnęłam głową. Podeszłam do dziewczyn po czym wskazałam na kartę. Ruszyłyśmy do windy. Spokojnie wjechałyśmy na piętro 15 i odszukałyśmy odpowiedni pokój. Otworzyłyśmy go i weszłyśmy do środka. W środku stały dwa łóżka po prawej stronie, obok były drzwi prowadzące do łazienki. Po lewej zaś były drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam mały pokoik z trzecim łóżkiem.
-Ja zajmuję to łóżko - Usłyszałam głos Fran i wskazała na łóżko koło okna.
-A ja te - Powiedziała Lu wskazując na łóżko zaraz obok Fran.
-Super czyli mi zostaje tamten pokoik? - Zdałam pytanie a dziewczyny przytaknęły. Weszłam tam i zaczęłam rozpakowywać swoją walizkę. Po około 15 minutach wszystko było gotowe.
-Viola idziesz z nami na plażę? - Usłyszałam pytanie od Fran
-Tak jasne dajcie mi minutkę - Odkrzyknęłam po czym chwyciłam strój kąpielowy i sukienkę. Ruszyłam do łazienki. Wychodząc z pokoju zauważyłam że dziewczyny są już gotowe. W łazience ubrałam strój a na niego sukienkę. Włosy związałam w luźny kucyk. Wyszłam z łazienki i ponownie skierowałam się do pokoju. Tam włożyłam klapki na nogi i chwyciłam torbę w której był ręcznik, książka, słuchawki i telefon.
-Możemy iść - Powiedziałam wychodząc z pokoju i chwytając w między czasie okulary przeciw słoneczne. Wyszłyśmy z hotelu i ruszyłyśmy na plaże która znajdowała się tuż na przeciwko naszego hotelu. Doszłyśmy na plażę i rozłożyłyśmy swoje ręczniki dość blisko wody. Położyłyśmy się i postanowiłyśmy się popalać.
LEON
Właśnie z chłopkami wyszliśmy z hotelu i szliśmy na plażę.
Moim celem było spotkanie tej jedynej. A oni szli aby dobrze się bawić.
Oczywiście też zamierzałem się bawić ale też działać. Przechodziliśmy
koło trzech dziewczyn leżących na ręcznikach. Jedna była blondynką,
druga miała czarne włosy a trzecia to idealna brunetka. -Ej księżniczko bolało jak spadałaś z nieba? - Diego skierował pytanie do szatynki. Jest taka śliczna. Miałem do niej zagadać ale nie ten zawsze musi wyrywać te najładniejsze. Nie powiem jej koleżanki też są ładne ale ona jest inna.To widać. A ten ma swoją Lare i mógłby jej pilnować. A nie podrywać kolejne dziewczyny. Lary mu nie wystarcza?
-Ej stary co ty odwalasz? - Zdałem pytanie chłopakowi i spojrzałem na brunetkę
-Zamknij się - Wysyczał przez zęby Diego. Dziewczyna lekko uniosła się na łokciach do góry i zdjęła okulary z nosa. Jej koleżanki uczyniły to samo.
-Będzie boleć jak zaraz kopnę cie tam gdzie nie powinnam? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Miała nie zaciekawią minę.
-UU ostra - Odezwał się Diego. - Lubie takie - Powiedział po czym ruszył dalej prosto. Stałem i przyglądałem się przez chwile dziewczynie. Uśmiechnąłem się lekko i ruszyłem za chłopakami. Usiedliśmy na leżakach i włożyłem okulary przeciwsłoneczne na nos. Miałem zamiar posiedzieć chwilę a później iść popływać.
-Chłopaki gramy w siatę? - Zadał pytanie Maxi.
-Możemy grać - Powiedziałem po czym wstałem. Wszyscy razem ruszyliśmy na boisko które znajdowało się na piachu. Zaczęliśmy grać. Czułem na sobie czyjś wzrok ale nie mogłem zgadnąć czyj. Stresowało mnie to trochę, ale grałem jak najlepiej umiałem.
VIOLETTA
Dziewczyny poszły popływać a ja usiadłam i zaczęłam
przyglądać się przystojnemu brunetowi który szedł wcześniej razem z tym
gburem. Grali w siatkę bez koszulek. Ale on jest umięśniony. Cudo. W
końcu postanowiłam wstać i iść po jakiś zimny sok lub koktajl. Chwyciłam
swoją torbę i ruszyłam w stronę budek w których były sprzedawane
napoje. Idąc przyglądałam się grze chłopaka. Świetnie grał.-Dzień dobry - Przywitałam się ze starszą sprzedawczynią
-Witaj dziecko - Powiedziała z uśmiechem
-Poproszę sok pomarańczowy - Zamówiłam sok po czym zapłaciłam należną kwotę. Po chwili otrzymałam napój i ruszyłam z powrotem na ręcznik.
-Uważaj!! - Usłyszałam krzyki jakichś chłopaków a później poczułam jak ktoś na mnie wpada. Po sekundzie czułam na sobie swój zimny sok.
-Strasznie cię przepraszam - Odezwał się męski głos. Podniosłam głowę i zauważyłam bruneta któremu wcześniej się przyglądałam. Podał mi dłoń i pomógł wstać.
-Nic się nie stało - Powiedziałam z uśmiechem. On również zabójczo się uśmiechnął. jego uśmiech był cudowny. I te dołeczki takie idealne. Po chwili rzucił piłę w stronę swoich kolegów.
-Naprawdę jest mi strasznie głupio - Powiedział drapiąc się z tyłu głowy.
-Przestań - Powiedziałam z uśmiechem. - To tylko sok. Zaraz wejdę do wody i się opłuczę. Wszystko jest okej. - Dodałam po chwili.
-Pozwól że chociaż odkupię ci sok - Zaproponował ukazując rządek swoich śnieżno białych zębów.
-Jasne czemu nie - Powiedziałam i ruszyliśmy w stronę budek.
-Leon jestem - Powiedział podając mi dłoń
-Violetta - Odpowiedziałam z uśmiechem również podając mu dłoń. Odkupił mi sok i już miałam wracać do dziewczyn ale on zaproponował spacer. Ruszyliśmy i zaprowadził mnie na jakieś skały z dala od plaży.
-To skąd jesteś Violetta? - Zdał pytanie chłopak
-Z Buenos Aires - Powiedziałam z szerokim uśmiechem. - A ty? - Zdałam pytanie po chwili
-Również. - Powiedział - Powiedz Viola jak to jest że mieszkamy w tym samym mieście i się nie spotykaliśmy? - Zadał pytanie
-Nie mam pojęcia Leonie - Powiedziałam po czym roześmiałam się. Świetnie się bawiłam w jego towarzystwie. Czułam się tak inaczej, świetnie. Siedzieliśmy chwilę w ciszy a ja cieszyłam się z obecności Leona.
-Twój chłopak jest cholernym szczęściarzem - Powiedział a mi zrobiło się smutno ale nie dałam po sobie tego poznać.
-Nie mam chłopka - Powiedziałam - Ale za to twoja dziewczyna jest szczęściarą - Powiedziałam i poczułam dziwne ukłucie w sercu.
-Nie mam dziewczyny - Ulżyło mi na sercu. Nie wiem czemu ale czułam się szczęśliwa. Zakochałam się? Nie to raczej nie możliwe. A może jednak?
KILKA DNI PÓŹNIEJ
Od kilku dni spotykaliśmy się z Leonem na
plaży i spacerowaliśmy lub zwiedzaliśmy miasto. Ogólnie jest cudownie.
Dziś znów jestem z nim umówiona. Właśnie wstałam z łóżka i chwyciłam
świeże ubrania oraz kosmetyczkę. Udałam się do łazienki. Rozebrałam się i
weszłam pod prysznic. Umyłam się i swoje włosy. Po chwili wyszłam z pod
prysznica i wytarłam się, ubrała w przygotowane wcześniej ubrania a
następnie wysuszyłam włosy i pozostawiłam je tak jak były. Zrobiłam
lekki makijaż i wyszłam z łazienki. Dziewczyny już nie spały.-A dla kogo ty się tak wystroiłaś? - Zdała pytanie Lu
-Dla nikogo - Powiedziałam z lekkimi rumieńcami na twarzy.
-A ten nikt to ten chłopak z plaży? - Zdała pytanie Fran
-Może - Powiedziałam wchodząc do swojego pokoiku. Zostawiłam tam swoje rzeczy i chwyciłam torebkę. Wyszłam z pokoju i przejrzałam się w lusterku.
-Miłego dnia dziewczyny - Powiedziałam po czym wyszłam z pokoju i zjechałam na dół. Stanęłam przed hotelem i czekałam na Leona.
-Ślicznie wyglądasz - Wyszeptał mi do ucha znajomy głos. Wiedziałam że to Leon a mimo to zarumieniłam się.
-Dziękuję - Powiedziałam spuszczając głowę w dół aby nie zauważył moich czerwonych policzków.
-I ślicznie się rumienisz - Powiedział po czym pocałował mnie w policzek. Pierwszy raz pocałował mnie w policzek. Czułam przyjemne ciepło na sercu. Czułam się niesamowicie. Tak jakbym mogła latać. Zakochałam się i jestem tego pewna.
-Zapraszam cię dziś na kolację. - Powiedział a ja się lekko uśmiechnęłam i pokiwałam głową na znak zgody.
-Jutro już wyjeżdżam - Powiedział a ja posmutniałam i usiedliśmy na ławce. Wiedziałam że nasza przyjaźń na dłuższą metę nie przetrwa.Ja w Buenos Aires mam swoją pracę a on ma swoje zajęcia. Mówił że pracuje i jeździ na motocross. To koniec.
-To co z tą kolacją? - Postanowiłam zmienić temat
-Chciałbym się pożegnać i powiedzieć ci coś ważnego - Powiedział a do moich oczu zaczęły napływać łzy. Nie mogłam pozwolić na to aby rozkleić się przed Leonem więc powstrzymałam się.
-O której mam być gotowa? - Postanowiłam przejść do konkretów
-O 18 jeśli możesz - Powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. Przytaknęłam i również się uśmiechnęłam. Wiem że będzie mi ciężko o nim zapomnieć ale będę musiała. Nie jako o przyjacielu ale jako o chłopaku. On nie będzie mój i muszę się z tym pogodzić.
-Dobrze - Powiedziałam - Możemy wracać? - Zdałam pytanie po chwili.
-Tak jasne - Powiedział i pomógł mi wstać. Już po chwili byliśmy pod hotelem.
-Przyjdę po ciebie - Powiedział po czym pocałował mnie w policzek. Ja się lekko uśmiechnęłam i on ruszył w swoją stronę a ja w swoją. Weszłam do pokoju i ku mojemu zdziwieniu dziewczyny były w pokoju.
-Co ty taka smutna Vilu? - Zadała pytanie Lu
-Leon jutro wyjeżdża - Powiedziałam ze łzami w oczach
-Przecież mieszka w tym samym mieście będziecie się widywać - Powiedziała Fran
-Ale nie rozumiecie on ma pracę i te swoje motory w dodatku mieszka na drugim końcu miasta. - Powiedziałam - A za chwilę pozna kogoś innego - Dodałam
-Przestań - Powiedziała stanowczo Lu
-Na pewno tak nie będzie!! - Powiedziała Fran. Musiałam im uwierzyć. Może jednak miały racje. A po z tamy on chce mi coś powiedzieć. Więc musi to być coś dobrego. Z taką myślą poszłam się szykować na kolację.
LEON
Przez te kilka dni poczułem coś do Vilu i wiem że nie jest
to zwykła przyjaźń. Powiem jej o wszystkim na wieczornej kolacji. Ale
jak powiedziałem że chcę się pożegnać Vilu dziwnie zareagowała. Była
smutna. Mam nadzieję że nie da mi kosza. A może? -Nie Verdas ogarnij się! - Pomyślałem i tak też zrobiłem. Zacząłem wszystko przygotowywać. Musi być idealnie. Kolacja na dachu hotelu, stolik pełen przekąsek, basen, świece i płatki róż. Wszystko idealnie. Mam nadzieję że będzie dobrze i nikt nie popsuje naszej randko-kolacji. Zostawiłem wszystko w idealnym porządku na dachu i wsiadłem do windy po czym udałem się na piętro 10. Wszedłem do swojego pokoju i ubrałem bardziej eleganckie ubrania. Poprawiłem fryzurę i byłem gotowy. Spojrzałem na zegarek.
-Mam jeszcze pół godziny - Pomyślałem.Hotel Vilu jest kawałek dalej. Postanowiłem już wychodzić. Skierowałem się do hotelu oddalonego od mojego o jakieś 10 minut drogi. Wszedłem do niego i ruszyłem w stronę windy. Wybrałem przycisk z liczbą 17 i wjechałem na piętro. Odszukałem odpowiedni pokój i zapukałem po czym oparłem się o futrynę. Drzwi otworzyła mi blondynka, przyjaciółka Vilu
-Cześć ja po Viole - Powiedziałem z uśmiechem
-Wejdź - Powiedziała i wpuściła mnie do środka - Viola jeszcze się szykuje więc usiądź sobie - Powiedziała po czym wskazała na fotel pod ścianą. Usiadłem sobie wygodnie i czekałem na dziewczynę. po chwili wyszła z łazienki w ślicznej sukience i szpilkach. Miała śliczną fryzurę i leciutki makijaż.
-Witaj - Powiedziała z uśmiechem po czym podeszła i pocałowała mnie w policzek.
-Cześć - Odpowiedziałem. Chwyciła swoją torebkę i powiedziała że możemy już iść. Wyszliśmy z jej pokoju i ruszyliśmy na dach hotelu w którym mieszkałem. Po kilku minutach byliśmy już na miejscu.
-Jak tu pięknie - Powiedziała Vilu. Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść. Siedzieliśmy w ciszy. Zbierałem się na odwagę aby jej o tym powiedzieć ale nie umiałem. Bałem się że mnie wyśmieje. W pewnej chwili Vilu wstała i podeszła do basenu. Stanęła i uśmiechnęła się lekko nad czymś się zastanawiając. Postanowiłem wykorzystać okazję i podszedłem do niej pd tyłu. Objąłem ją w tali a głowę położyłem na jej ramieniu. Jej dłonie powędrowały na moje ręce.
-Muszę ci coś powiedzieć - Powiedziałem po czym pocałowałem jej szyję
-Słucham - Powiedziała z uśmiechem
-Zakochałem się - Powiedziałem a jej mina nie była za wesoła.
-Kto jest tą szczęściarą? - Zapytała ze łzami w oczach
-Ty - Powiedziałem odwracając ją w swoją stronę. Przytuliłem ją mocno a po chwili pocałowałem bardzo namiętnie a jednocześnie czule.
-Kocham Cie - powiedziałem po oderwaniu.
-Ja ciebie też kocham - Powiedziała z uśmiechem. Na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.
-Zimno ci? - Zdałem pytanie po czym nie czekając na odpowiedź ściągnąłem z siebie marynarkę zarzuciłem ją Vilu na ramiona. Objąłem ją w tali i zaprowadziłem do swojego pokoju.
-Powinnam wracać do siebie - Powiedziała po wejściu
-Możesz zostać tutaj - Powiedziałem po czym musnąłem jej usta. W końcu postanowiliśmy że Viola przenocuje u mnie. Poszedłem się umyć i przebrać. Kiedy wyszedłem dałem Vilu swoja koszulę aby miała w czym spać i skierowała się do łazienki a ja wlazłem pod kołdrę i czekałem na swoją ukochaną. Po chwili znalazła się przy łóżku i się położyła obok mnie. Wtuliła się w mój tors.
-Dobranoc - Powiedziała zamykając oczy
-Dobranoc kochanie - Odpowiedziałem szepcząc w jej włosy. Z Violettą w ramionach zasnąłem. Byłem strasznie szczęśliwy.
NARRATOR - ROK PÓŹNIEJ
Po
powrocie z wakacji Violetta i Leon zamieszkali razem. Leon po
romantycznych oświadczynach został narzeczonym Violetty. Kilka miesięcy
później odbył się wymarzony ślub Violetty i Leona a zaraz później huczne
wesele. Są razem bardzo szczęśliwi.-Kochanie mam dla ciebie ważną informację - Zaczęła zestresowana Violetta wchodząc do salonu.
-Słucham cię skarbie - Powiedział Leon odkładając papiery na stolik. Viola głośno przełknęła ślinę i usiadła obok swojego męża.
-Co się dzieje kochanie? - Zadał pytanie Leon
-Bo ja... - Zaczęła zdenerwowana Violetta
-Kochanie wszystko w porządku? - Zadał kolejne pytanie Leon. Sam już zaczynał się denerwować.
-Będziesz tatą - Powiedziała i spojrzała na swojego męża który siedział tuz obok niej po prawej stronie.
-Naprawdę? - Zdał pytanie z nie dowierzaniem.
-Tak - Powiedziała z lekkim uśmiechem. Jeszcze nie wiedziała do końca jaka będzie reakcja jej męża.
-Będę tatą!! - Wykrzyczał po czym wstał i wziął swoją żonę na ręce. Okręcił ich wokół własnej osi i postawił ją na nogi. Chwilę później jego warki spoczywały na ustach Violetty.
-Kocham Was - Powiedział Leon z wielkim uśmiechem na twarzy. Kilka miesięcy później Violetta i Leon zostali szczęśliwymi rodzicami malutkiego Pablo. I tak właśnie skończyła się historia która zaczęła się w Wymarzone Wakacje.
**********
A dzisiaj w waszych łapkach zostawiam One Shot który pisałam już dość dawno w ramach jakiegoś konkursu :) Już nawet sama nie pamiętam gdzie i jaki on był :) W każdym razie czekam na opinię :D
niedziela, 8 marca 2015
[Praca konkursowa] Wjechałeś do mojego serca, na swoich nartach, z workiem pełnym miłości - Mrs. Blanco - Miejsce 1
"Wjechałeś do mojego serca, na swoich nartach, z workiem pełnym miłości"
swój
wiek, inni twierdzą, że sprawiam wrażenie takiej jaką jestem, co
wprowadza mnie w niesamowite omotanie. Najważniejsze jest to, że czuję
się świetnie i nikt ani nic tego nie zmieni. Nie przejmuję się za bardzo
swoim wyglądem. Stawiam na elegancję i wygodę. Nie używam także zbyt
dużo makijażu, ale cóż, czasami mi się to zdarzy. Nienawidzę, kiedy
wracam zmęczona z pracy, a koło mnie na ulicy przechodzą wymalowane
kobiety, wyglądają normalnie jak lalki Barbie. Uważam, że jesteśmy
wyjątkowe i nie powinniśmy zakrywać naszych niedoskonałości, ale cóż,
najwidoczniej nie każdy ma takie zdanie. A no właśnie, praca, czyli to
co stoi w moim życiu na pierwszym miejscu. Nie, nie rodzina. Wychowałam
się w domu dziecka. Nie, nie miłość, bo takowej nie mam. Nie wierzę w
uczucia, ani to coś nazywane właśnie miłością. To jeden wielki
fałsz. Kiedyś miałam chłopaka, przepraszam, narzeczonego. Miał na imię
Diego i był cudowny - troszczył się o mnie, do czasu. Potem okazało się,
że tak naprawdę za moimi plecami robił wszystko z Larą - moją
asystentką, ale o mojej pracy za moment - żebym wyleciała. Całe
szczęście szybko się zorientowałam i powiadomiłam szefową, która na
szczęście była moim sprzymierzeńcem. Chciała wyrzucić Domingueza i
Baroni, jednak to ja postanowiłam odejść i założyłam własną firmę.
Jestem znaną projektantką wnętrz. Moja firma nazywa się CASTILLO DESING i
ma świetne dochody. Pieniądze też nie są dla mnie jakieś strasznie
ważne. Tego, czego mam za dużo oddają na
cele dobroczynne. Jestem kim jestem, wiele osób mnie nie akceptuje. Mam
tylko przyjaciółkę Ludmiłę, z którą mieszkam w nowoczesnym mieszkaniu
ogromnego wieżowca. Kiedyś była z nami jeszcze Francesca i Camila,
jednak pierwsza musiała wracać do rodzimego kraju - Włoch, a Camila
wyjechała ze swoim mężem do Madrytu. I tym oto sposobem zostałam sama z
Lu. Na początku strasznie to przeżywałam, ale potem pojawił się Diego
i... tak to się jakoś potoczyło. Najważniejsze jest to, że ja jestem
szczęśliwa. Jednak czasami wydaje mi się, że czegoś mi brakuje. Szkoda,
że nie wiem czego.
-
Violetta Castillo. - odpowiadam. Kiedy nasze dłonie się spotykają,
czuję jak przez moje ciało przechodzi przyjemny prąd. Liczę jednak na
to, że się nie zakochałam.
Od
tamtego upadku na nartach bardzo polubiłam Leona. To świetny
przyjaciel. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Cieszę się. Okazało się,
że jest właścicielem Verdas Company w Buenos Aires, i jest architektem!
Dzięki temu mieliśmy wiele tematów do rozmowy. Jego córka Sara też chyba
mnie polubiła. Zaczęła nawet mówić do mnie Ciocia Viola. Kiedy to
usłyszałam, uroniłam łzę wzruszenia. A jego żona... Zostawiła go. Bez
słowa. Nie rozumiem, jak można to zrobić, takiemu świetnemu facetowi,
jakim jest Leon. To ideał! Nie, nie zakochałam się. Po prostu... Bardzo,
bardzo go lubię.
-
Do zobaczenia o osiemnastej. - przytula mnie i wychodzi. Padam
szczęśliwa na łóżko, a po chwili uświadamiam sobie, że nie mam ani
prezentów, ani odpowiedniej kreacji. W tempie ekspresowym kończę
śniadanie i ubieram się, po czym lecę do samochodu i jadę do centrum.
Latam po sklepach dwie godziny. Wreszcie znajduję to czego szukałam -
śliczną czerwoną sukienkę i cudowną lalkę. Zostaje mi do kupienia
prezent dla Leona. Chodzę zestresowana, mam tylko trzy godziny. Wreszcie
znajduję to, czego szukałam - świetnego iPada. Kupuję go, a dodatkowo
otrzymuję wybrane przez siebie etui. Wychodząc, kupuję jeszcze
świąteczny papier. Wracam do hotelu - widzę jak jego pracownicy szykują
miejsce przy choince. Uśmiecham się pod nosem i wracam do pokoju. Pakuję
prezenty. Gdy i to mam za sobą, biorę prysznic i myję włosy. Następnie
kręcę włosy lokówką i związuję je w kitkę, zostawiając dwa pasma włosów.
Maluje paznokcie, a gdy wysychają, robię makijaż. Patrzę na zegarek -
mam idealnie piętnaście minut na ubranie się i założenie biżuterii, co
już po chwili kończę. Przeglądam się w lustrze. Jestem inna. Widzę w
sobie zakochaną dziewczynę - to niestety trzeba przyznać. Poprawiam
włosy i sukienkę, zabieram prezenty i zamykam pokój. Schodzę powoli po
schodach.
Dziś
Sylwester. Postanawiam złożyć Leonowi poranną wizytę. O tej porze już
zazwyczaj nie śpi. Schodzę na jego piętro i pukam do drzwi. Ku moim
oczom ukazuje się niska brunetka. Jest ubrana w pidżamę.
Siedzę
z Leonem dzień w dzień. Rozmawiam z nim. Wiem, że mnie słyszy. Ściska
moją dłoń. Dziś jestem u niego już dziesiąty raz. Mija jedna godzina,
druga, trzecia...
-
Kocha nie mów nic. Musisz odpoczywać. A ja... ja cię przepraszam.
Oskarżyłam cię o coś, nie mając pojęcia. Zrozumiem, jeżeli powiesz mi
teraz, że mam się stąd wynosić. - mówię.
Nazywam się Violetta Castillo i mam dwadzieścia pięć lat. Jedni mówią, że wyglądam młodo jak na
***
grudzień, 2013
Siedzę
właśnie w samolocie i czytam książkę "Gwiazd naszych wina". Naprawdę,
podziwiam Hazel za to, jak postępuję. Zresztą Augustusa też. Oboje mają
nowotwór, a pomimo to cieszą się życiem.
-
Prosimy zapiąć pasy, lądowanie rozpocznie się lądowanie. - mówi
przyjemny kobiecy głos. Wykonuję polecenie i czekam na najgorszą część
lotu. Turbulencje szturchają mną szaleńczo, jednak ja mam zamknięte oczy
i staram się myśleć o czym innym. Po chwili jest już po wszystkim.
Biorę walizki po czym zamawiam taksówkę, która ma mnie zawieść do
hotelu. Dobrze, że umiem włoski. Przyjechałam tutaj na zjazd architektów
i projektantów z całego świata. To ogromne, ale i kameralne zdarzenie.
Taki zjazd odbywa się co roku. W tym roku postanowiłam zostać tydzień
dłużej i spędzić tu święta i sylwestra. W końcu i tak siedziałabym sama w
domu, bo Ludmiła wychodzi do Federico - jej chłopaka właśnie rodem z
Włoch - na wigilię. Z tego co wiem, to on chce jej się oświadczyć
właśnie 24 grudnia, więc pewnie sylwestra także bym tak spędzała. Po
chwili moim oczom ukazuje się żółty samochód. Wsiadam i podaję adres.
Droga nie jest długa. Dobrze znam te okolice. Już po chwili jestem pod
drogim, pięciogwiazdkowym hotelem, w którym mam wynajęty pokój z
ogromnym balkonem - tak jak prosiłam. Płacę taksówkarzowi za podwóz, w
końcu taka jego praca, po czym zabieram moją czarno-czerwoną walizkę i
wchodzę do hotelu przez ogromne szklane drzwi. Podchodzę do recepcji i
czekam w kolejce. Rozglądam się. Jest to piękne miejsce. Gra świąteczna
muzyka, dokładnie ta piosenka, którą uwielbiam. Na górze wisi ogromny
żyrandol. Na piętro prowadzą piękne schody obszyte czerwonym dywanem, a
obok jest złota poręcz. Stoi tu także ogromna choinka, z dziesiątkami
bombek i parę kanap. To właśnie tam przenoszę swój wzrok. Patrzę na
wszystko i wszystkim, aż nagle napotykam wzrokiem na pewne oczy. Moje
nogi momentalnie robią się jak z waty. To dwa szmaragdy. Widzę, jak na
mnie patrzą. Postanawiam poznać ich właściciela. Moim oczom ukazuje się
nieziemsko przystojny szatyn, z cudowną grzywką postawioną na żel. Po
chwili uśmiecha się do mnie lekko, pokazując swoje urocze dołeczki i
perfekcyjny rządek białych ząbków. Odwzajemniam gest, jednak wtedy
schodzę na ziemię. W moim życiu nie ma miejsca na mężczyzn. Odwracam się
i unikam jego wzroku przez kolejne dzie
sięć
minut - aż do momentu, gdy podaję recepcjonistce dane i otrzymuję
kluczyk do apartamentu. Stawiam na windę, gdyż chcę uniknąć spotkania
tajemniczego szatyna. Na moje nieszczęście ta jest nieczynna. Odwracam
się - jego już tam nie ma. Widzę jedynie małą dziewczynkę która siedzi
koło choinki i płacze. Podchodzę do niej, szkoda mi takiego słodziaka.
- Co się stało kochanie? - pytam, kucając obok niej.
- Zgubiłam tatusia. - mówi. Jest mi jej strasznie żal.
- A jak masz na imię? - pytam po raz kolejny.
- S-s-sara. - odpowiada przez płacz. Przytulam ją - i mam pięć lat. - dodaje.
- Chodź, poszukamy twojego tatusia. - chwytam ją za rączkę - tylko musisz mi coś o nim powiedzieć. - oznajmiam.
-
Jest wysoki, ma brązowe włoski, zielone oczy. I ma na imię Leon. -
tłumaczy. Rozpoczynam poszukiwania. Badam wszystkich po kolei. Nagle
słyszę jak ktoś woła:
- Sara! - odwracam się, a mała momentalnie puszcza moją dłoń. Biegnie do swojego taty... chwila, przecież to jest ten szatyn!
- No to cudownie. - myślę. Podchodzę bliżej. Niejaki Leon stawia Sarę na ziemi i patrzy na mnie.
-
Dziękuję. - mówi, blado się uśmiechając. Gdy słyszę jego głos, czuję
jak mdleję. Jest idealny. A z bliska wygląda jeszcze lepiej... Stop. Mam
czasem dość mojej duszy. To tak jakbym udawała kogoś, kim nie jestem.
Mimo mojej silnej woli, choć chyba jeszcze nie wystarczająco,
odwzajemniam gest.
- Nie ma za co. Chociaż następnym razem, powinien pan lepiej pilnować córki. - śmieję się.
- Jestem Leon Verdas. - wystawia rękę w moją stronę.
- Raz jeszcze
przepraszam i... do zobaczenia. - mówi, puszczając do mnie oczko. Mała
Sara także mi macha. Czuję jak się rumienię. W pośpiechu idę do pokoju.
Odstawiam walizkę w kąt i padam na łóżko. Zaczynam płakać. Nienawidzę
mojego charakteru. A czemu? Bo raz zostałam skrzywdzona. Pamiętam jak
płakałam. A teraz? Niebo się otwiera, poznaję cudownego mężczyznę,
jednak ten jest żonaty - w końcu był z córką. Ale boję się. Jestem
głupia. Z takimi myślami zasypiam, śniąc o szczęściu, które czuję, że
jest pod samym moim nosem. Jednak gdzie?
Rano
budzę się cała czerwona, moja poduszka także taka jest. Postanawiam
jednak wziąć się w garść i totalnie się zmienić. Nie zamierzam być taka
sama. Od dziś jestem silna. Zaczynam nowy rozdział, zupełnie inny.
W
końcu wstaję z łóżka i wykonuję poranne czynności. Robię bardzo
delikatny makijaż, gdyż tutaj nie mam się zamiaru zmieniać, i ubieram
(tu także pozostaję bez zmian). Gdy jestem już gotowa schodzę na dół na
śniadanie. Biorę miskę, do której wrzucam płatki owsiane, dorzucam
bakalie i zalewam gorącym mlekiem. Do tego biorę jeszcze jogurt i
pomarańczę. Przy ostatnim stanowisku parzę sobie kawę. Zajmuję wolny
stolik i siadam. Wyjmuję jeszcze telefon, aby sprawdzić pocztę, po czym
zabieram się do jedzenia. Pół godziny później wychodzę z restauracji.
Dzisiaj mam zamiar pojeździć trochę na nartach. Nagle czuję, jak coś
buczy w mojej torebce. Wyjmuję telefon - okazuje się, że to Ludmiła.
Odbieram. Rozmawiamy na różne tematy. W pewnym momencie puszczam parę z
ust i mówię jej o Leonie. Ta radzi mi tylko, że mam się zachowywać
normalnie. Przecież każdy zasługuje na szczęście. Popieram ją. Po
godzinnej rozmowy kończymy nasze pogaduchy, a ja zakładam mój nowy
kombinezon. Gdy i to mam już za sobą (całe szczęście, nienawidzę tego),
schodzę na dół. Kieruję się na poziom -1, gdyż tam właśnie stoi mój
samochód - czerwone porshe. Wyjmuję z nich narty - białe w czarne i
czerwone kwiaty - to moje ulubione kolory. Nie, nie fioletowy.
Nienawidzę go mniej więcej tak, jak ubierania się w strój narciarski.
Przez moje imię został mi przypisany owy kolor. Nie mogę teraz na niego
patrzeć. Bo całe moje dzieciństwo - które było naprawdę smutne -
składało się w siedemdziesięciu pięciu procentach z fioletu.
Zakładam
buty potrzebne do tego sportu i wychodzę na dwór. Kieruję się w stronę
długiej kolejki po karnet. Na szczęście jest jeszcze przed 10, więc
zdążę idealnie na otwarcie wyciągu. Zakupuję bilet na cały dzień, gdyż
później nie będę już miała czasu aby pojeździć, a naprawdę to lubię.
Wreszcie mam zakupiony kolorowy karnet. Staję w kolejce, której jak na
razie brak. Po pięciu minutach wyciąg zostaje otwarty. Obracam się i
widzę za sobą długą kolejkę. Bez dłuższego zastanowienia wsiadam na
krzesełko. Jadąc rozmyślam o tym co mówiła mi Ludmiła.
- Jeżeli coś do niego poczujesz, to znaczy, że pora się zmienić. - przypominam sobie jej słowa.
W
końcu mogę zjechać. Rozpoczynam od delikatnego pługu, aż w końcu
przechodzę na krawędzie. Czuję się niesamowicie. Wiatr pcha mnie i jadę
jeszcze szybciej. Na końcu zatrzymuję się tworząc śnieżny gejzer.
Wszyscy patrzą na mnie z podziwem, a ja tylko ustawiam się w kolejce.
Po
trzech godzinach nadal nie jestem jeszcze do końca usatysfakcjonowana.
Kieruję się więc na inną trasę. Wybieram tym razem czerwoną, gdyż
wcześniej dostępna była tylko niebieska. Siadam w wagoniku i jadę, choć
dwa razy dalej, to o wiele szybciej. W końcu jestem na górze. Nim
zjeżdżam, napawam się cudownym widokiem. Dziś niebo jest piękne i
przejrzyste. Po chwili odpycham się kijkami i zaczynam zjeżdżać. Tu jest
o wiele ciężej niż tam niżej. Jednak jadę. Już po chwili czuję się
pewnie. Wszystko byłoby idealnie... nagle ktoś we mnie uderza i obydwoje
się przewracamy.
- Przepraszam. Wjechałem na lód. - słyszę znajomy głos. Mężczyzna podnosi gogle i widzę tam...
- Leon! - mówię.
- Violetta? - pyta, ściągając kask. Czynię to samo - Jejku, przepraszam... Nie chciałem. - tłumaczy się.
-
Już dobrze, też wiele razy mi się to zdarzyło. - wybaczam mu. Po chwili
nie rozumiem mojego zachowania. Przecież normalnie bym na takiego kogoś
nakrzyczała, a teraz?
- Nic ci nie jest? - pyta mnie, pomagając wstać.
- Wszystko okej. - otrzepuję się ze śniegu.
-
Może w ramach przeprosin dasz się zaprosić na gorącą czekoladę? - pyta
nagle. Zastanawiam się chwilę. Cóż, czemu nie. W końcu wydaje się być
fajną osobą.
- Dobrze. - mówię, po czym ścigamy
się na sam dół. Zdejmujemy narty i wchodzimy do małego baru. Zajmujemy
stolik i zaczynamy rozmawiać. Cały czas się śmieję i uśmiecham. Co się
ze mną dzieje?
***
24 grudnia 2013
Zjazdy architektów i projektantów także dobiegły końca. Teraz mam cały tydzień dla siebie.
Kończę
rozmyślać, gdyż słyszę pukanie do drzwi. Wstaję z łóżka, poprawiam
włosy i zakładam szlafrok i moje ciepłe kapcie. Pukanie nie ustaje.
Podchodzę do drzwi i otwieram je. Moim oczom ukazuje się Verdas.
- Dzień dobry, śniadanie przyszło. - śmieje się.
- Już po śniadaniu? - pytam, po czym patrzę na zegarek. No pięknie, jedenasta.
- Owszem księżniczko. - odpowiada mi.
- Wejdź. - otwieram szerzej drzwi. Leon posyła mi ten cudowny cudowny uśmiech, po czym siada przy stoliku.
- Płatki, tak jak lubisz. - mówi.
- Jak ty mnie dobrze znasz. - oznajmiał, po czym całuję delikatnie jego policzek.
-
Wolałbym nagrodę tutaj. - dodaje, wskazując na usta. Zaczynam się
śmiać. Uwielbiam, kiedy mogę z nim spędzać czas. A najlepsze jest to, że
nie będę płakać przy rozstaniu, bo mieszkamy w tym samym mieście, nawet
niedaleko siebie.
- Tak sobie pomyślałem...
Skoro spędzasz sama wigilię i my z Sarą także... To może chciałabyś
spędzić ją z nami? - pyta mnie, po czym dodaje - będziemy ją spędzać na
dole, nikogo tam wtedy nie będzie. Już to załatwiłem. - zastanawiam się
chwilę. Nie wiem czemu, ale brzmi to jak propozycja randki.
-
Dobra, zapomnij. - mówi, po czym wstaje i kieruję się w stronę drzwi.
Podbiegam do niego i chwytam dłoń, co sprawia, że szatyn momentalnie
odwraca się w moją stronę. Patrzy na mnie.
-
Będę zaszczycona. - oznajmiam, po czym całuję go blisko ust. On tylko
uśmiecha się szeroko, po czym podnosi mnie i okręcam wokół własnej osi.
- Tato, patrz! - słyszę wołanie małej
Sary. Po chwili Leon się odwraca i patrzy na mnie. Uśmiecham się do
niego. Już po chwili stoimy twarzą w twarz.
-
Dobry wieczór książę. - oznajmiam. Verdas jest ubrany bardzo elegancko, w
przepiękny garnitur, natomiast Sara ma na sobie białą sukienkę z różową
halką. Zanim zasiadamy do wieczerzy, składamy sobie życzenia. Leon
życzy mi wspaniałego mężczyzny, a ja, aby odnalazł nową miłość. Podczas
kolacji dużo rozmawiamy. W końcu nadchodzi czas na prezenty. Jako
pierwsza odpakowuje je Sara.
- Jaka piękna lalka! - woła szczęśliwa. Jestem zadowolona, że jej się podoba. Od Leona dostała urocze przebranie księżniczki.
- Teraz ty. - mówię do Leona.
-
O nie, ty. - poprawia mnie i podaje brązowe pudełko obwiązane zieloną
wstążko ze złotym napisem YES. Otwieram je. W środku jest cudowna
bransoletka na białym sznurku związanym w warkoczyka, a do niej
przyczepiona jest złota zawieszka. Patrzę na grawer. Jest tam
wygrawerowane połączenie naszych imion, jakie kiedyś wymyśliła jego
córeczka - Leonetta.
- Dziękuję. - mówią, przytulając się do niego.
-
Ciociu Violu, to dla ciebie. - mówi kopia Leona i podaje mi rysunek -
to ty i tatuś. - tłumaczy, wskazując na dwa ludziki trzymające się za
ręce. Rumienię się. Gdy Leon otwiera paczkę jest bardzo zadowolony. On
także otrzymał taki rysunek. Nagle Sara zaczęła się śmiać.
-
Co cię tak bawi kochanie? - pyta Leon, siedzący obok mnie. Dziewczynka
wskazuje palcem w górę. Patrzymy w tamtą stronę. Nad nami wisi jemioła.
Patrzymy na siebie. Przygryzam wargę. On uśmiecha się do mnie. Jednak po
chwili uświadamiam sobie, co się dzieje. Rzucam Leonowi przepraszająco
spojrzenie i wybiegam przed hotel, do zamarzniętego jeziora. Siadam.
Zaczynam płakać. Trzęsę się z zimna. Wtedy czuję ciepłą marynarkę na
moich ramionach. Czuję wspaniałe perfumy. Kątem oka widzę, jak Verdas
siada obok mnie.
- Przepraszam. - mówię.
-
Nie masz za co. - odpowiada, jednak słyszę w jego głosie smutek.
Stawiam przed wyzwaniem i opowiadam mu o historii z Diego. Widzę w jego
oczach współczucie. Wstajemy i chcemy wrócić do środka. Zaczyna padać
śnieg. Zatrzymujemy się. Patrzę na Verdasa.
- Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz ani nie zranisz. - wyznaję.
- Ani mi się śni. Za bardzo cię kocham. - mówi, patrząc mi w oczy.
- Co powiedziałeś? - pytam z niedowierzaniem.
- Kocham cię. - wyznał.
-
Ja ciebie też. - mówię po chwili. Uśmiecha się szeroko i zbliża do
mnie. Robię to samo. Nasze usta po chwili łączą się w pocałunku. Czuję
się magicznie. Niedługo później odrywamy się do siebie.
-
Violetto Castillo, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją
dziewczyną? - pyta mnie. Bez wahania zgadzam się i przytulam go.
Od
czasu kiedy jestem z Leonem, wszystko się zmieniło. Jestem tak bardzo
szczęśliwa. Czuję, że żyję. Rozmawiałam z Ludmiłą. Cieszyła się
niesamowicie. Dobrze, że wyznałam mu uczucia.
- Tak? - pyta mnie. Nie no, nie mogę.
- Przyszłam do Leona. - mówię wściekła.
- Leon jeszcze śpi. - oznajmia.
- Naty, kto to? - słyszę głos Leona.
Nie
wytrzymuję. Zaczynam płakać. Biegnę do pokoju. Biorę pierwszą lepszą
kartkę i pisze do niego list. Zostawiam go w recepcji. Pakuję się cały
czas płacząc. Proszę, aby nie mówić Verdasowi co się ze mną stało.
Zapłakana jadę na lotnisko. Z opuchniętymi oczami, wracam do Buenos
Aires.
***
Rok później
Siedzę
u siebie w pokoju bez żadnego życia. Niby pozbierałam się, po sytuacji
sprzed roku, jednak to i tak nadal boli. Przez ten rok ograniczyłam
relacje z Verdasem do zera. Wiem tylko, że kiedy dowiedział się, co się
stało szukał mnie wszędzie. To trwało parę miesięcy. A potem to wszystko
ustało... Nie słyszałam o nim nic. Spoglądam na moją dłoń - cały czas
jest na niej bransoletka od niego. Nie potrafiłam się jej pozbyć. Co jak
co, ale ja nadal czuję, że go kocham.
Nagle dzwoni mój telefon, nieznany mi numer. Odbieram.
- Violetta? - pyta mnie głos. Skądś go kojarzę.
- Przy telefonie. - mówię.
- Boże, nareszcie! Jestem Natalia, ta od Leona. Tylko błagam, nie rozłączaj się! To nie tak jak myślisz. - tłumaczy.
- A jak? - pytam.
- Violetta, jestem jego siostrą. - oznajmia. Uświadamiam sobie, co zrobiłam. Jestem głupia. Zniszczyłam coś wspaniałego.
-
Leon miał wypadek. Prawie rok temu. Leży cały czas w śpiączce. -
zaczęła płakać. Mój świat się zawalił. Pytam gdzie leży, a po chwili
informuję ją, że już jadę. W szpitalu jestem w ciągu piętnastu minut.
Wpadam do jego sali niczym strzała. I widzę go. Jest cały blady.
Zaczynam płakać. Siadam obok i chwytam jego zimną dłoń.
-
Leon... przepraszam. - szepczę. Moje słone łzy spadają na jego
koszulkę. Nagle czuję, jak ktoś się do mnie przytula. Widzę Sarę.
- Ciociu Violu, wróciłaś! - powiedziała.
- Tak kochanie, wróciłam.
- Tata śpi.
- Długo już tak śpi? - pytam.
- Zawsze kiedy do niego przychodzę z ciocią Naty. - odpowiada. Widzę brunetkę.
- Ciebie też przepraszam. - mówię.
- Nie masz za co. - oznajmia i przytula mnie.
- Chodź Sara, zostawimy ciocię Violę samą z tatusiem. - zwraca się do dziewczynki i wychodzi.
- Leon. Muszę ci coś
powiedzieć. - zaczynam - nigdy o tobie nie zapomniałam. Ja cię nadal
kocham. - wyznaję. Zbliżam się do niego i delikatnie całuję. Patrzę na
niego. Nie wierzę, w to co widzę. Leon otwiera oczy i uśmiecha się do
mnie.
- Violetta. - mówi.
- Cały czas cię kocham. - wyznaje mi. Odwracam się. Podchodzę do niego i przytulam. Znów jestem szczęśliwa!
Leon
wyszedł ze szpitala miesiąc temu. Siedzimy teraz u niego w domu,
przepraszam, w naszym domu. Mieszkamy razem. Nagle Leon odsuwa się.
- Wiesz kochanie... Mam takie dziwne przeczucie... - zaczyna.
- Jakie przeczucie? - pytam.
- Że powinniśmy zapamiętać ten moment. Będziemy go opowiadać naszym wnukom. - mówi dalej.
- Co masz na myśli? - pytam po raz kolejny.
- Wyjdziesz za mnie? - mówi. Nie mogę uwierzyć w to co słyszę. Od razu zgadzam się. Płaczę.
***
Kilka lat później, grudzień
Nazywam
się Violetta Verdas. Jestem szczęśliwą mężatką. Moim mężem jest
najwspanialszy mężczyzna na świecie - Leon Verdas. Jestem projektantką
wnętrz, a on architektem. Kiedyś pracowaliśmy osobno. Dziś jest zupełnie
inaczej. Połączyliśmy je w jedność i teraz jesteśmy właścicielami
VERDAS IMPERIUM.
Siedzę obecnie w
naszym domu, a konkretniej w naszym salonie i patrzę przez okno, jak
razem z Sarą i Alexem - naszymi dziećmi - lepi ogromnego bałwana. Cały
czas nie dociera do mnie to, że jestem tak szczęśliwa. Za chwilę wrócą
do domu i zasiądziemy do wieczerzy. Moje przypuszczenia potwierdzają
się. Kiedy przychodzi czas na prezenty, wszyscy się cieszą. Leon otwiera
prezent ode mnie. Wyjmuje małego bucika.
- Violu? - pyta mnie.
- Niespodzianka... - szepczę. Podchodzi do mnie i okręca wokół własnej osi.
Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
Bo wszystkie skarby tego świata mam u siebie w domu.
Razem tworzymy jedną bajkę.
Jestem księżniczką.
On księciem.
A nasze dzieci następcami tronu.
Nie mam zamiaru stawiać tu kropki. To oznaczałoby koniec tej bajki. A ona tak naprawdę dopiero się zaczęła.
Dziękuję Ci Leon.
Wjechałeś do mojego serca,
Wjechałeś do mojego serca,
na swoich nartach
z workiem pełnym miłości,
której tak bardzo potrzebowałam.
Kocham cię.
Kocham cię.
sobota, 28 lutego 2015
Rozdział 39 - Oświadczy na wierzy Eiffla
Rozdział dedykowany wszystkim czytelnikom, obserwatorom, komentującym. Naprawdę wszystkim. A w szczególności osobom które mnie najbardziej wspierały :)
LEON
Dzisiaj zabieram moją małą kruszynkę do Paryża. Musi wypocząć bo ostatnie dni nie były łatwe. A w szczególności ta kolacja z udziałem jej rodziców. LEON
-Kochanie gotowa? - Zadałem pytanie wchodząc do sypialni.
-Walizkę możesz zabrać - Powiedziała smutna
-Ej co się dzieje? - Zapytałem siadając obok niej
-Nie chcę zostawiać Jima - Powiedziała przytulając się do mnie
-Spokojnie. Nic mu tutaj nie grozi - Powiedziałem po czym musnąłem jej policzek. Po chwili wstałem i zabrałem walizkę. Zaniosłem ją na dół. Po chwili wróciłem na górę.
-Viola to tylko pięć dni - Powiedziałem kucając przy niej. Popatrzyła na mnie z lekkim uśmiechem. Po chwili zabraliśmy ostatnie rzeczy i Jima i ruszyliśmy do moich rodziców.
-Kochanie wiesz że nie musiałeś? - Zadała pytanie moja ukochana kiedy już siedzieliśmy w samolocie. Jej głowa spoczywała na moim ramieniu. Trzymałem ją za rękę.
-Ale chciałem - Powiedziałem z uśmiechem. W tym czasie Vilu zamknęła oczy. Zacząłem myśleć o oświadczynach które planuję. Muszę znaleźć idealne miejsce. Wieża Eiffla będzie idealna. Po chwili i ja przymknąłem oczy ale nie spałem. Myślałem o tym czy się zgodzi czy nie. Musi, nie ma innego wyboru. W końcu pod swoim sercem nosi moje dziecko. Mój cały świat, Viola, Jim i moja córeczka. Nic po za nimi się nie liczy.
-Proszę zapiąć pasy za chwilę lądujemy - Po kilku godzinach lotu usłyszałem komunikat z głośników.
-Viola kochanie - Zacząłem a ona otworzyła swoje zaspane oczy - Zapnij pasy, lądujemy - Poinformowałem ją szybko. Posłała mi lekki uśmiech zapinając pasy. Po wylądowaniu wysiedliśmy z samolotu, odebraliśmy swoje bagaże a następnie udaliśmy się na postój taksówek. Złapaliśmy jeden z żółtych pojazdów. Nim udaliśmy się do hotelu. Weszliśmy do wynajętego pokoju. Postawiłem walizki pod ścianą. Viola wzięła ze swojej piżamę i skierowała się do łazienki. Poczekałem na swoją kolej a później wszedłem ja. Gdy ponownie znalazłem się w sypialni Viola już leżała w łóżku.
-No chodź tu wreszcie -Powiedziała klepiąc miejsce obok siebie.
-Już -Powiedziałem po czym położyłem się obok. Zgasiłem lampkę. Poczułem jak Viola się we mnie wtula.
-Jutro zapraszam cię na kolację - Wyszeptałem
-Z jakiej okazji? - Zadała pytanie kreśląc wzorki na moim torsie.
-Zobaczysz jutro - Powiedziałem po czym musnąłem jej czoło
-Dobranoc kochanie - Powiedziała spokojnie.
-Dobranoc skarbie - Odpowiedziałem po czym zamknąłem oczy.
KOLEJNEGO DNIA - KOLACJA
Ale się denerwuje. Za chwilkę wychodzimy na kolację. na wyjątkową kolację. Udało mi się zarezerwować całą restaurację na wierzy Eiffla. -A co jeśli się nie zgodzi? - Pomyślałem. Nie to nie możliwe. Musi się zgodzić. Chwila ona nic nie musi. O matko. Usiadłem zdenerwowany na łóżku. Viola jest jeszcze w łazience. Powiedziała że bez makijażu nigdzie się nie ruszy. mam chwilę na przemyślenia.
-Pierścionek mam? - Zapytałem siebie w myślach. Po chwili wstałem i włożyłem dłoń do kieszeni, wyjąłem z niej pudełeczko. Zajrzałem do środka. Jest.
-Możemy iść -Powiedziała moja ukochana wkładając buty na nogi. Wyglądała ślicznie. Ubrana była w śliczną miętową sukienkę przed kolano. Wstałem, podałem rękę dla mojej ukochanej.
-Kochanie czy ty się czymś denerwujesz? - Zadała pytanie kiedy wsiadaliśmy do samochodu który wynająłem dziś rano.
-Nie wydaje ci się -Powiedziałem drżącym głosem. Spojrzała na mnie wzrokiem "Już ci wierzę"Po czym zapięła pasy. Po chwili usiadłem bok niej.
Skończyliśmy jeść. Patrzyłem na nią. Była uśmiechnięta i szczęśliwa. Nie mogła uwierzyć w to że cała restauracja jest nasza. Postanowiłem zacząć działać. Wstałem więc od stolika. Viola spojrzała na mnie zdziwiona. Posłałem jej uśmiech. Sięgnąłem do kieszeni spodni. Po chwili uklęknąłem przed nią. Była bardzo zdziwiona.
-Co ty robisz?- Zadała pytanie zdziwiona
-Viola kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem to coś do ciebie poczułem. A teraz ty nosisz moje dziecko pod swoim sercem. Kocham cię. Zostań moją żoną - Powiedziałem szybko. Jestem strasznie zdenerwowany. Otworzyłem pudełeczko przed nią ukazując pierścionek. W jej oczach zebrały się łzy.
VIOLETTA
Wiedziałam jaka jest odpowiedź. Mogła być tylko jedna. Ale teraz nie mogłam otworzyć ust. To jest coś niesamowitego. Pokiwałam lekko głową na znak zgody. -Z największą przyjemnością - Wyszeptałam po kilku minutach ze łzami w oczach. Wsunął na mój palec pierścionek po czym pomógł mi wstać. Wtuliłam się niego mocno mimo że przeszkadzał mi mój brzuch. Jest już dość sporych rozmiarów.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę - Powiedział dumny. Uśmiechnęłam się lekko.
-Ja też kochanie - Powiedziałam nie odklejając się od niego.
-Mam nadzieję że teraz będziesz płakała prze zemnie tylko ze szczęścia - Powiedział gładząc mnie po ramieniu. Przytaknęłam uśmiechając się. Z moich oczu nadal leciały łzy szczęścia. Po chwili rozdzwonił się mój telefon. Oderwałam się od Leona po czym skierowałam się w stronę stolika. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła mama Leona. Zdziwiłam się lekko.
-Halo? - Zadałam pytanie nie pewnie. Szybko przeniosłam swój wzrok na Leona.
-Ciociu tata nie odbiera telefonu - Usłyszałam głos Jima.
-Mam ci go dać? - Zadałam pytanie z uśmiechem
-Tęsknię za tobą - Powiedział smutny.
-Ja za tobą też skarbie - Powiedziałam po czym podeszłam do Leona. Dałam mu telefon a sama wróciłam do stoli i usiadłam na krześle. Leon wytłumaczył małemu że wracamy za kilka dni i że na pewno mu coś przywieziemy. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Cieszę się ze mam takiego narzeczonego. To skarb.
Właśnie leżę na łóżku i odpoczywam. Do Leona dzwonił jakiś bardzo ważny klient więc musiał z nim porozmawiać.
-Zmęczona? - Usłyszałam głos ukochanego. Po chwili poczułam jak kładzie się za mną i mnie przytula.
-Trochę - Powiedziałam odwracając się na plecy. Po chwili się w niego wtuliłam. - Za to bardzo szczęśliwa. - Dodałam szybko.
-Wiesz gdzie chcę cię pocałować? - Zadał pytanie spokojnie. Po chwili położył się na boku podpierając głowę o swoją ręką. Patrzył teraz na mnie a ja na niego.
-W usta? - Zadałam pytanie z uśmiechem
-Nie - Odpowiedział dalej się na mnie patrząc.
-W policzek? - Zapytałam lekko smutna z powodu że nie chce całować mnie w usta.
-Nie - Powiedział z uśmiechem. Nie wiem co go tak bawi.
-W szyję? - Zapytałam po raz kolejny
-Nie
-No więc gdzie? - Zadałam pytanie zrezygnowana.
-W kościele kiedy przed naszymi rodzinami powiemy sobie "Tak" - Powiedział dumny z siebie. Zaśmiałam się lekko. On w tym czasie przykleił się do moich ust, namiętnie mnie pocałował. Później pocałował mnie w policzek a na koniec w szyję. Po kilku minutach przysunęłam się bliżej niego i się przytuliłam. Zaczęłam kreślić wzorki na jego brzuchu.
-Długo nad tym myślałam... - Zawiesiłam na chwilę głos. - Jeśli się zgodzisz to chciałabym adoptować Jima i prawnie być jego mamą - Powiedziałam w końcu i wyczekiwałam odpowiedzi. Chyba nie był zadowolony z tego pomysłu.
-Zapomnij - Powiedziałam wstając z łóżka. Pociągną mnie za nadgarstek co spowodowało że ponownie znalazłam się na łóżku.
-Zgadzam się - Powiedział. Zbliżył się do mnie po czym przykleił się do moich ust. Oddawałam każdy jego pocałunek. Kiedy się od siebie oderwaliśmy stykaliśmy się czołami. Cmoknął mnie w nos po czym ułożył się wygodnie obok mnie.
-Śpij dobrze kochanie - Powiedział cicho po czym mnie objął.
-Ty też - Powiedziałam i zamknęłam oczy
KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Już od jakiegoś miesiąca oficjalnie jestem panią Verdas i przyznam że to bardzo miłe uczucie. Nigdy nie myślałam że tak to się wszystko poukłada. Siedzę sobie szczęśliwa z moimi dziećmi w sypialni mojej i Leona. Rozmawiam z Jimem który pomaga mi przy małej Emmie. Przebraliśmy ją właśnie i włożyliśmy do łóżeczka po czym Jimi ją nakrył kocykiem. Zabrałam brudne rzeczy z sypialni i razem z Jimem wyszliśmy z niej. Zaniosłam rzeczy do łazienki a Jim pobiegł na dół. Już chwilkę później poszłam w jego ślady i również poszłam na dół. Spojrzałam na chłopca który się bawił i się uśmiechnęłam. Weszłam do kuchni i zaczęłam przygotowywać obiad. Kilka minut później usłyszałam jak drzwi się otwierają a po chwili zamykają co oznacza że właśnie wrócił mój mąż.
-Kochanie jestem - Zawołał. Uśmiechnęłam się lekko dalej gotując. Wszedł do kuchni i objął mnie od tyłu.
-Nie zdążyłam z obiadem więc musisz poczekać - Powiedziałam. Zaśmiał się cicho po czym podał mi kartkę papieru. Wzięłam ją i zaczęłam czytać. Po chwili uśmiechnęłam się szeroko.
-Naprawdę? - Zapytałam z uśmiechem. On również się uśmiechnął. Przytuliłam go mocno.
-Strasznie się cieszę - Powiedziałam zadowolona.
LEON
-Czemu ciocia się cieszy? - Spytał Jim który właśnie wszedł do kuchni. Spojrzeliśmy na niego razem z Violą z uśmiechami na twarzy. -Ciocia została twoją mamą - Powiedziałem obserwując chłopca.
-Mam mamusie teraz - Uśmiechnął się i przytuliła Violę. Usmiechnąłem się. W końcu jesteśmy prawdziwą rodzinką. Ja, Viola, Jim i mała Emma.
Usiedliśmy w jadalni przy stole i zaczęliśmy jeść obiad. Oczywiście nie obyło się bez wojny z Jimem. Ostatnio ma etap "Ja nie będę tego jadł" i można powiedzieć że nie je prawie nic. Oczywiście po dłuższym czasie udaje się go przekonać do jedzenia. Kiedy już skończyliśmy jeść Viola udała się do Emmy ponieważ płakała a ja i Jim zaczęliśmy sprzątać. Kiedy wszystko było sprzątnięte udaliśmy się na spacer. Wróciliśmy wieczorem. Mała już spała więc przełożyłem ją do łóżeczka i nakryłem kołderką po czym razem z Vilu udaliśmy się do Jima. Leżał już w łóżku. Wziąłem książkę i zacząłem mu czytać. Viola jak co wieczór musiała leżeć obok niego i głaskać po główce. Bardzo to polubił.
VIOLETTA
-Mamo - Powiedział Jim kiedy już mieliśmy wychodzić z pokoju chłopca . Uśmiechnęłam się i odwróciłam do niego.
-Co się stało skarbie? - Spytałam i kucnęłam obok jego łóżka. Mały usiadł i popatrzył na mnie.
-Kocham cię mamusiu - Powiedział i mnie przytulił
-Ja ciebie też kocham skarbie - Powiedziałam gładząc go po pleckach.
************
Witam was kochani. Chciałabym powiedzieć że za wami jest już ostatni rozdział tego opowiadania. Czy jestem zadowolona? Nie. Miało to być zupełnie inaczej ale schrzaniłam to najgorzej jak mogłam. No cóż. Tak jak mówiłam nie mam weny już na to opowiadanie. Ten rozdział pisałam na siłę więc nie chcę pisać opowiadania które nie będzie miało sensu, które nie będzie mi się podobało. Po prostu nie mam weny na te opowiadanie i to jest ostatni rozdział. Mam nadzieje że mnie zrozumiecie :) Być może pojawi się jeszcze epilog ale nic na ten temat nie wiem :) Czy wrócę z nowym opowiadaniem? Tego też nie wiem. Nie wiem czy będę miała wenę, pomysł i takie inne :) Tymczasem zostawiam was z ostatnim rozdziałem :)
Witam was kochani. Chciałabym powiedzieć że za wami jest już ostatni rozdział tego opowiadania. Czy jestem zadowolona? Nie. Miało to być zupełnie inaczej ale schrzaniłam to najgorzej jak mogłam. No cóż. Tak jak mówiłam nie mam weny już na to opowiadanie. Ten rozdział pisałam na siłę więc nie chcę pisać opowiadania które nie będzie miało sensu, które nie będzie mi się podobało. Po prostu nie mam weny na te opowiadanie i to jest ostatni rozdział. Mam nadzieje że mnie zrozumiecie :) Być może pojawi się jeszcze epilog ale nic na ten temat nie wiem :) Czy wrócę z nowym opowiadaniem? Tego też nie wiem. Nie wiem czy będę miała wenę, pomysł i takie inne :) Tymczasem zostawiam was z ostatnim rozdziałem :)
Buziaki :***
Na koniec cudowne słowa cudownej osoby :) Ta osoba która to mi napisała będzie wiedziała że chodzi o nią :) Dziękuję kochana :**
Ale w końcu, to dopiero koniec początku :)
A żeby zacząć coś nowego, trzeba czasem podejmować radykalne decyzje. Wiadomo, są one trudne, jednak często sprawiają, że wiele rzeczy można zmienić.
Aby zakończyć pewien etap, trzeba zacząć czytać kolejny rozdział. Bo nigdy nie zaczniesz nowego, gdy cały czas będziesz czytać poprzedni... ♥ ♥ ♥
A żeby zacząć coś nowego, trzeba czasem podejmować radykalne decyzje. Wiadomo, są one trudne, jednak często sprawiają, że wiele rzeczy można zmienić.
Aby zakończyć pewien etap, trzeba zacząć czytać kolejny rozdział. Bo nigdy nie zaczniesz nowego, gdy cały czas będziesz czytać poprzedni... ♥ ♥ ♥
Buziaki Paula :**
niedziela, 22 lutego 2015
Rozdział 38 - Chcieliśmy wam coś powiedzieć
Ten rozdział dedykuję dla mojej ukochanej Tinity :D Kochanie dziękuje za pomoc :**
LEON
-O czym myślisz? - Usłyszałem głos mojej ukochanej po czym na nią spojrzałem. Nie spała tylko mi się przyglądała. -O tym że musimy zaprosić naszych rodziców na obiad - Powiedziałem zadowolony po czym musnąłem jej usta. Momentalnie posmutniała.
-Co się dzieje? - Zadałem pytanie
-Wydaje mi się że to nie jest dobry pomysł - Powiedziała po czym położyła się po drugiej stronie łóżka
-Czemu?- Zadałem pytanie kładąc się na boku
-Bo mój ojciec... - Zaczęła ale nie dałem jej skończyć. Pocałowałem ją po czym przytuliłem do siebie.
-Będzie dobrze - Powiedziałem po czym posłałem jej ciepły uśmiech. Odwzajemniła go po czym wtuliła się mocno we mnie.
W końcu po kilku godzinach namów udało mi się przekonać Violettę żeby zaprosić naszych rodziców na obiad. Ostatecznie umówiliśmy się że zaprosimy ich na jutro. Viola chce mieć to szybko za sobą. Wybrałem numer do taty po czym przyłożyłem telefon do ucha.
-Cześć tato - Przywitałem się szybko.
-Witaj synu. Coś się stało? - Przywitał się po czym zadał mi pytanie które słyszę zawsze jak dzwonię.
-Nie. Chciałem zaprosić ciebie i mamę jutro na obiad - Powiedziałem po czym uśmiechnąłem się sam do siebie.
-A z jakiej okazji? - Zadał pytanie podejrzliwie.
-Po prostu chcę wam kogoś przedstawić - Powiedziałem szybko.
-No dobrze - Odpowiedział. Słyszałem że się uśmiecha.
-Bądźcie o 15 - Powiedziałem - I żadnych prezentów dla Jima - Dodałem szybko. Znam swoich rodziców i za każdym razem kiedy do nas przyjeżdżają to kupują coś dla Jima.
-Do zobaczenia - Odpowiedział po czym się rozłączył.
VIOLETTA
Po kilku godzinach rozmów a raczej dyskusji na temat tego czy zaprosimy naszych rodziców na obiad czy nie w końcu uległam. Leon jest strasznie uparty. I tak wiem jak to będzie wyglądało. Nie wierzę że mój tato zachowa się chociaż raz normalnie. Postanowiłam zadzwonić do mamy. Z tatą i tak bym się pewnie nie dogadała. Przeprowadziłby całe przesłuchanie. -Halo?- Usłyszałam cichy głos po kilku sygnałach.
-Cześć mamo to ja - Powiedziałam spokojnie wchodząc do kuchni.
-Aj córeczko - Powiedziała już głośniej
-W porządku? - Zadałam pytanie. Miałam wrażenie że coś się stało
-Tak w jak najlepszym - Odpowiedziała zadowolona. Postanowiłam że jej uwierzę, i nie będę drążyć dalej tego tematu.
-To świetnie - Powiedziałam rozpromieniona. - Zapraszam ciebie i tatę jutro na obiad. - Powiedziałam szybko
-Z jakiej okazji? - Usłyszałam pytanie
-Bez okazji. Chcę wam kogoś przedstawić - Dodałam po czym wyciągnęłam z szafki szklankę.
-A kogo? - Zadała pytanie podejrzliwym głosem. Spojrzałam na Leona który wlewał mi do szklanki soku.
-Niespodzianka - Odpowiedziałam posyłając uśmiech swojemu chłopakowi. - Jutro o 15. Adres wyślę ci sms'em - Dodałam po czym upiłam soku ze szklani
-Dobrze to pa córeczko - Powiedziała po czym się rozłączyła. Odłożyłam telefon na blat po czym do swoich rąk chwyciłam szklankę. Wypiłam wszystko na raz. Po chwili odstawiłam szklankę do zlewu.
Wzięłam z garderoby piżamę po czym skierowałam się do łazienki. Napościłam do wanny wody po czym wlałam trochę płynu. Rozebrałam się i zanurzyłam w ciepłej wodzie. Zaczęłam myśleć o jutrzejszym spotkaniu. To się nie uda. To nie może się udać. Matko w co ja się wpakowałam. A co jeśli rodzice Leona mnie nie polubią. Milion pytań i ani jednej odpowiedzi. W końcu postanowiłam się tym nie przejmować. Wyszłam z wanny po czym wytarłam się i ubrałam w piżamę. Związałam włosy po czym wyszłam z łazienki i weszłam do pokoju. Leon już smacznie spał więc postanowiłam go nie budzić. Delikatnie położyłam się obok po czym zamknęłam oczy. Po kilku minutach odpłynęłam do krainy snu.
KOLEJNEGO DNIA
LEON
-Kochanie wybierzesz ubranie dla Jima? - Zadałem pytanie dość głośno aby Viola mnie usłyszała. -Tak już idę - Odpowiedziała po czym usłyszałem jak oby dwoje wchodzą na górę. Zaniosłem sałatkę na stół do jadalni. Strałem się aby wszystko było idealnie. Wyszedłem z salonu po czym stanąłem przed lustrem w holu. Poprawiłem włosy i szybko udałem się na górę. Wszedłem do garderoby. Spojrzałem na syna.
-No synku - powiedziałem z uśmiechem - Wyglądasz świetnie, nawet lepiej niż tata - Dodałem szybko. Jimi wybiegł z garderoby po czym skierował się do swojego pokoju.
-Powinienem się przebrać - Powiedziałem kolejny raz przeglądając się w lustrze.
-Wyglądasz świetnie - Wyszeptała moja ukochana stając obok mnie. Posłała mi blady uśmiech. Odwróciłem się do niej i spojrzałem na nią. Wiem że strasznie się martwi ty dzisiejszym spotkanie.
-Będzie dobrze zobaczysz - Powiedziałem spokojnie. Chwyciłem jej dłoń. Chciałem jej coś jeszcze powiedzieć ale przerwał nam dzwonek do drzwi. Violetta została na górze i powiedziała że zejdzie za chwilkę. Ja za to skierowałem się na dół i otworzyłem drzwi.
-Mamo - Powiedziałem po czym zamknąłem drzwi i ucałowałem ją w policzek - Tato - Podałem mu dłoń.
-A gdzie nasz wnusio? - Zapytała moja mama zauważyłem że w ręku trzyma jakiś prezent. A tata trzymał kwiaty.
-Na górze - Powiedziałem - Jimi - zawołałem po czym usłyszałem tupot małych stópek. Po chwili mój syn znalazł się na dole. Przywitał się z dziadkami po czym otrzymał prezent. Zmierzyłem rodziców wzrokiem.
-No a dla kogo te kwiaty? - Zadałem pytanie - Czyżby dla mnie? - Zapytałem z uśmiechem na ustach.
-Oj synu przecież wiemy że kogoś poznałeś - Powiedziała mama posyłając mi ciepły uśmiech. - Gdzie ona jest? - Zadała pytanie zaglądając do kuchni.
-Skarbie zejdziesz na dół? - Zawołałem w stronę schodów. Po chwili usłyszałem jak Violetta zbliża się do schodów.
-Łał to ona? - Zadał pytanie mój tato kiedy ujrzał moją ukochaną. Mama szturchnęła go w bok po czym tata powrócił na ziemię. Zaśmiałem się cicho pod nosem,podszedłem do Violetty wyciągając rękę w jej kierunku.Podeszliśmy do rodziców.
VIOLETTA
Leon zawołał mnie na dół więc nie pozostało mi nic innego jak tam zejść. Schodząc po schodach czułam na sobie wzrok rodziców Leona. Mój chłopak podszedł do mnie po czym podał mi dłoń. Chwyciłam ją posyłając mu uśmiech i razem podeszliśmy do jego rodziców. -Dzień dobry - Przywitałam się niepewnie. Posłali mi uśmiechy.
-To dla ciebie - Powiedział starszy mężczyzna po czym podał mi kwiaty.
-Dziękuję - Powiedziałam wąchając kwiaty
-Jestem Veronica a to mój mąż Edward - Powiedziała kobieta stojąca na przeciwko mnie, była uśmiechnięta a po chwili wyciągnęła dłoń w moim kierunku.
-Violetta - Powiedziałam po czym uścisnęłam dłoń mamy Leona a następnie jego taty.
-Synku cieszę się że masz w końcu normalną dziewczynę - Powiedziała mama Leona posyłając mu ciepły uśmiech.
-Tak tak wiem mamo - Powiedział kładąc dłoń na moich plecach. Weszliśmy do jadalni po czym jego rodzice usiedli do stołu.
-Kochanie daj ja wezmę kwiaty - Powiedział Leon zabierając bukiet z moich rąk. Oddałam mu kwiatki. Leon ruszył do kuchni aby wstawić je do wazonu. Ja stanęłam w jadalni, włożyłam ręce do kieszeni w sukience.
-Ciociu zobacz jakie mam auto - Usłyszałam zadowolony głos Jima. Przykucnęłam przy nim z uśmiechem.
-Śliczne - Powiedziałam całując małego w czoło. Po kilku sekundach usłyszałam dźwięk dzwonka. Wstałam po czym bez słowa skierował się do drzwi.
-Wejdźcie - Powiedziałam widząc rodziców. Weszli do środka po czym przywitali się ze mną. Po chwili obok mnie zjawił się Leon.
-Przedstawiam Wam mojego chłopaka - Powiedziałam niepewnie patrząc na rodziców. Na twarzy mamy pojawił się uśmiech.
-Dzień dobry - Przywitał się Leon - Leon - Powiedział po czym podał dłoń mojej mamie.
-Angie - Powiedziała po czym uścisnęła jego dłoń. Po chwili Leon podał dłoń mojemu tacie.
-German - Powiedział lekko zły po czym niechętnie podał dłoń dla Leona.
-Zapraszamy do jadalni - Powiedziałam po czym wszyscy skierowaliśmy się do jadalni.
-A to kto? - Zadała pytanie moja mama patrząc na Jima.
-To jest Jimi - Zaczęłam nie pewnie - Syn Leona - Dokończyłam po czym poczułam dłoń Leona na swoich plecach.
-Podobny - Powiedziała uśmiechnięta patrząc na Jima i na Leosia. Po kilku sekundach zasiedliśmy do stołu. Jedliśmy w spokoju a rozmowa się kleiła. Nawet tata był dziwnie spokojny.
-Jimi leć do pokoju się pobawić - Powiedział Leon. Jim grzecznie wziął swoje zabawki i pobiegł na górę. Uśmiechnęłam się lekko.
-Chcieliśmy wam coś powiedzieć - Zaczęłam nie pewnie po czym chwyciłam dłoń Leona.
-Viola jest w ciąży - Powiedział Leon. Ulżyło mi więc puściłam jego dłoń.
-No nie spodziewałem się czegoś takiego po tobie -Powiedział ojciec. A ja spojrzałam na niego.
-O co ci chodzi? - Zadałam pytanie zdezorientowana.
-No jak to o co . Mężczyzna z którym się spotkasz ma dziecko z inną a jeszcze do tego jesteś z nim w ciąży. Myślałem że inaczej Cię z matka wychowaliśmy. - Powiedział dość głośno.
-Ciebie chyba najmniej powinno interesować z kim jestem i z kim planuje przyszłość. - Powiedziałam zła. Jak zwykle chce mi układać życie.
-Nie tym tonem! - Zaczął mówić zły mój tato. Mama próbowała go uspokoić a Leon i państwo Verdas przyglądali się naszej kłótni.
-Jestem już dorosła. Nie będziesz decydował za mnie. Mogę już robić co mi się podoba i co uważam za słuszne. - Powiedziałam szybko po czym wypiłam sok ze szklanki.
-Ale musisz się liczyć także z naszym zdaniem! - Krzyknął i walnął pięścią o stół
-Ty się nie liczyłeś z moim zdaniem kiedy kazałeś mi się spotykać z Alexem. - Powiedziałam również zła.
-To było co innego młoda damo - Krzykną kolejny raz uderzając pięścią w stół.
-Proszę na nią nie krzyczeć ! -Tym razem Leon podniósł głos.
-Zamknij się gówniarzu, rozmawiam z córką! - Powiedział zły podnosząc głos tym razem na Leona.
-Ma pan wyjść z naszego domu. -Powiedział Leon opanowując się , widziałam jak zaciska pięści.
-Nie jesteś już naszą córką! - Wrzasnął, w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy
-Wyjdź! - Krzyknął zdenerwowany Leon. Wstał i wyprowadził ojca do drzwi, mama podążała za Leonem i także opuściła posiadłość. Zaczęłam płakać. Oparłam łokcie o stół
-Spokojnie -Uspokajała mnie mama Leona.
Leon szybko do mnie podbiegł i mocno przytulił. Mocniej się w niego wtuliłam, czułam jak łzami moczę jego koszule.
-Nie płacz kochanie. Proszę -Wyszeptał do mojego ucha. -Proszę - Dodał cicho
-To może ja pójdę do Jimiego -Usłyszałam głos matki Leona -Ernesto chodź ze mną. -Powiedziała do swojego męża. Słyszałam jak wchodzą na górę. Momentalnie oderwałam się od Leona.
-Spokojnie. Nie przejmuj się nim - Powiedział i pocałował mnie w czubek głowy -Ja jestem przy tobie. I zawsze będę. -Dodał odgarniając kosmyk moich włosów za ucho. Blado się uśmiechnęłam a on musnął moje usta.
-Przepraszam - Powiedziałam po czym ponownie się w niego wtuliłam.
-Nie ty mnie powinnaś przepraszać - Powiedział cicho. - Tylko twój ojciec ciebie - Dodał po chwili.
Usłyszałam stukot obcasów. Spojrzałam na schody i zobaczyłam jak rodzice Leona wracają z góry.
-Śpi - Powiedziała uśmiechnięta Victoria
-To fajnie - Powiedział Leon. Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę rodziców.
-Dziękujemy za bardzo miły wieczór - Powiedział Ernest obejmując swoją małżonkę
-To ja przepraszam za mojego ojca - Powiedziałam a po moim policzku popłynęła łza. Leon natychmiast wytarł ją swoim kciukiem.
-Ale i tak dziękujemy za tą kolacje. Miło było cię poznać. Cieszę się że Leon wreszcie znalazł mądrą i piękną dziewczynę. - Powiedziała Victoria a ja uśmiechnęłam się. Pożegnaliśmy się z rodzicami Leona. Małżeństwo opuściło naszą wille. A ja poszłam do salonu i usiadłam na sofie. Po chwili przyszedł Leon i usiadł obok mnie. Oparłam głowę o jego ramię i powoli zamknęłam oczy.
LEON
Poczułem jak głowa Violi osuwa się po moim ramieniu. Spojrzałem na nią. Słodko spała. Wstałem po czym chwyciłem ją na ręce. Wszedłem po schodach na górę po czym wszedłem do sypialni i położyłem ją na łóżku. Przykryłem ją kołdra po czym pocałowałem w czoło. Wyprostowałem się i chciałem wyjść do łazienki. -Nie zostawiaj mnie - Usłyszałem cichy głos.
-Zaraz do ciebie wracam - Powiedziałem. Wyszedłem z sypialni po czym wszedłem do garderoby i przebrałem się w dresy. Wróciłem do sypialni. Wsunąłem się pod kołdrę, Viola się we mnie wtuliła.
-Dobranoc kochanie - Powiedziałem po czym musnąłem jej czoło.
-Dobranoc - Odpowiedziała wtulając się jeszcze mocniej. Po chwili i ja zamknąłem oczy i zasnąłem.
*******
I kolejny za nami :P Dzisiaj bez zbędnego gadania zostawiam rozdział do waszej opinii :)
I mały szantażyk
Rozdział 39 - 30 komentarzy :D (Nie wliczam "Zajmuję i anonimów :)) A więc do dzieła !!
Buziaczki :***
Buziaczki :***
Subskrybuj:
Posty (Atom)

