Z dedykacją i najlepszymi życzeniami świątecznymi wszystkim czytelnikom :) Wesołych Świąt !!
VIOLETTA
Idę właśnie przez centrum miasta. Wracam z rozmowy kwalifikacyjnej.
Oczywiście,
kolejna odmowa. Dziś są mikołajki. Na mieście pełno ludzi
poprzebieranych za mikołaje. Pełno śniegu i świątecznych ozdób
porozwieszanych po całym głównym rynku. W witrynach sklepów świąteczne
wystawy. Wszyscy robią zakupy i wyglądają na szczęśliwych. Tylko nie ja.
Znaczy jestem szczęśliwa. No,
ale święta jak co roku spędzę samotnie. No,
bo,
kto,
by chciał spędzać święta z dziewczyną,
która nie ma nic, jest z domu dziecka. Nawet jak faceci się o tym dowiadują,
to uciekają,
gdzie pieprz rośnie. Chciałabym końcu spotkać takiego idealnego,
który nie zwracałby na,
to uwagi. Została mi jedynie moja przyjaciółka, Ludmiła, jest dla mnie jak siostra. Zawsze jest przy mnie i mnie wspiera. Mimo,
że ona pochodzi z bogatego domu,
to nigdy nie przeszkadzało jej to,
że
ja wychowuję się w domu dziecka, bez rodziców, rodziny i pieniędzy. W
pewnym momencie nie zauważyłam oblodzonego chodnika i się poślizgnęłam.
Zamknęłam oczy i czekałam na spotkanie z zimnym chodnikiem. Zamiast
chodnika, na swoich plecach poczułam czyjeś umięśnione ramiona.
Niepewnie otworzyłam oczy. Mój wzrok spotkał się z jego pięknymi
zielonymi oczami. Spojrzałam na osobę która mnie złapała. Zdawał mi się
dziwnie znajomy. Po chwili postawił mnie na nogach. Przyjrzałam mu się.
Uśmiechnął się do mnie a ja wymiękłam. Ma cudowny uśmiech, boskie
dołeczki. A jak się uśmiecha to nogi mi miękną.
-Leon - Powiedział i wyciągnął dłoń w moim kierunku. Nagle mnie olśniło i się uśmiechnęłam. Podałam mu rękę a on ją uścisnął.
-Wiem kim jesteś - Powiedziałam z szerokim uśmiechem. Zaśmiał się i popatrzył w moje oczy.
-Ciekawe kto tego nie wie? - Spytał jakby trochę znudzony. Tym razem to ja się zaśmiałam.
-No
wybacz jesteś sławnym piłkarzem raczej trudno żeby nikt ciebie nie znał
- Powiedziałam. Dopiero teraz puścił moją rękę. Widziałam że dokładnie
mi się przygląda. Strasznie się denerwowałam. Kompletnie nie wiem czemu
to robi.
-Nadal nie znam twojego imienia piękna - Powiedział, ja
poczułam jak robię się cała czerwona. Po chwili miałam całe czerwone
policki więc schyliłam głowę.
-Violetta - Powiedziałam szybko. Podszedł do mnie. Nachylił się nad moim uchem. zastanawiałam się co robi.
-Piękne
imię dla pięknej dziewczyny - Powiedział. Zaczerwieniłam się jeszcze
bardziej. - I ślicznie się rumienisz - Dodał a ja już całkiem byłam jak
burak albo pomidor. Po kilku minutach doszłam do siebie i spojrzałam na
niego.
-W ramach podziękowań za uratowanie życia zapraszam na kawę - Powiedziałam z nadzieją że się zgodzi.
Już
od kilku minut siedzimy w kawiarni i pijemy kawę. Rozmawiamy na różne
tematy. Ten chłopak jest nie samowity. I w ogóle nie uważa się za jakąś
wielką gwiazdę.
-A twoi rodzice? - Spytał. W końcu zadał pytanie
którego tak bardzo się obawiałam. Nie lubię o tym rozmawia. Z moich oczu
poleciało kilka łez. Szybko je starłam i z bladym uśmiechem spojrzałam
na niego. Cały czas bacznie mnie obserwował.
-Nie znam moich
rodziców. Prawdopodobnie zginęli w katastrofie lotniczek kiedy ja miałam
rok. Wychowałam się w domu dziecka - Powiedziałam ponownie ocierając
łzy. Już chciał mnie przytulić. Ale niestety podszedł do niego tłum
fanek. Zaczął rozdawać autografy i robić sobie z nimi zdjęcia.
Popatrzyłam na nich chwilkę. Po kilku krótkich minutach uświadomiłam
sobie że nie powinien się zemną pokazywać bo to może mu zaszkodzić.
Wyjęłam z kalendarza kawałek kartki i napisałam na niej swoje imię oraz
numer telefonu. Pomyślałam że jeśli się nie wstydzi takiej koleżanki, że
jeśli nie boi się ze mną pokazać to zadzwoni. Podsunęłam karteczkę pod
jego kubek tak że było ją widać. Na stoliku zostawiłam należność za dwie
kawy i zabierając kurtkę wyszłam.
Wracając do domu
minęłam jeszcze kilku mikołajów. Zaczął prószyć śnieg. Weszłam do
mieszkania i zjadłam co nieco. Następnie wykonałam wieczorne czynności i
się przebrałam. Zrobiłam sobie gorącej czekolady na poprawę humoru.
Zaczęłam pisać w pamiętniku jak co wieczór. Po dłuższym czasie położyłam
się i szybko zasnęłam.
LEON
Wracałem właśnie z
treningu. Szedłem sobie głównym rynkiem. Mijałem mnóstwo poprzebieranych
ludzi w czerwone stroje. No tak dziś mikołajki. Mnóstwo śniegu i
oblodzone chodniki. W oddali zobaczyłem że ktoś poślizgnął się na
oblodzonej powierzchni więc szybko tam ruszyłem i w ostatniej chwili
złapałem śliczną brunetkę w swoje ramiona.
Siedzieliśmy
z Violettą w kawiarni i piliśmy kawę. Rozmawiało nam się świetnie
opowiadaliśmy o sobie, swoim życiu i rodzinie. Można powiedzieć że się
poznawaliśmy. Szerokim łukiem omijała temat swoich rodziców więc
postanowiłem ją o to spytać.
-A twoi rodzice? - Spytałem. Nie mam
nic do stracenia. Najwyżej nic mi nie powie i wyjdzie bez słowa. Z jej
oczu automatycznie poleciało kilka łez. Szybko je starła. Obserwowałem
ją cały czas.
-Nie znam moich rodziców. Prawdopodobnie zginęli w
katastrofie lotniczek
kiedy ja miałam rok. Wychowałam się w domu dziecka - Powiedziała
ponownie ocierając łzy. Już miałem ją przytulić. Niestety podszedł do
mnie tłum fanek. Poprosiły mnie o autografy a mi nie wypadało odmówić.
Zacząłem rozdawać autografy i robić sobie z nimi zdjęcia.
Po około 15 minutach wszystkie fanki odeszły. Odetchnąłem z wielką ulgą machając im. Po chwili uśmiechnąłem się.
-Strasznie
cię przepraszam ale to część mojej ... - Powiedziałem i odwróciłem
głowę w kierunku gdzie siedziała Viola jeszcze kilka minut temu. - Pracy
- Dodałem zdziwiony. Spojrzałem na stolik. Leżały na nim pieniądze.
Miałem plan że sam zapłacę za te kawy. No ale wyszło jak wyszło.
poprosiłem kelnera o rachunek i podałem mu pieniądze. Zabrałem swoje
rzeczy i wyszedłem na zewnątrz. Rozejrzałem się z nadzieją że ją znajdę
ale na co liczyłem. Nigdzie nie było widać tej ślicznej brunetki.
Zrezygnowany
wróciłem do domu. Od razu przebrałem się i wykonałem wieczorne
czynności. Wszedłem do kuchni gdzie był mój przyjaciel ze swoją
dziewczyną.
-Co ty taki nie w sosie? - Spytała Ludmiła. Ona zawsze
wie kiedy mi coś leży na sercu. Spojrzałem na nią i chciałem
powiedzieć że wszystko jest okej ale jej mina mówi mi że czeka na
wyjaśnienia . Spojrzałem jeszcze na przyjaciela a on mnie obserwował.
-U
mnie wszystko dobrze - Powiedziałem spokojnie. Patrzyłem na nich.
Spojrzeli po sobie a później ponownie na mnie. Mina Ludmiły nie
oznaczała nic dobrego.
-Jakoś ci nie wierzę - Powiedziała i podeszła do mnie. Zawsze wiedzą kiedy coś ukrywam.
-Poznałem
dziewczynę. Złapałem ją bo się poślizgnęła. Zaprosiła mnie na kawę w
ramach podziękowania. Podeszły do mnie fanki. Rozdałem kilka autografów a
jak odwróciłem głowę aby na nią spojrzeć to jej nie było - Powiedziałem
szybko. Popatrzyłem na nią a ona mnie przytuliła. Zaśmiałem się lekko i
również wtuliłem.
-Znaczy że się stary zakochałeś - Powiedział
szybko. Przybiliśmy piątkę po czym poszedłem do pokoju. Szkoda tylko że
już nigdy jej nie zobaczę.
-Czy to możliwe że po godzinie rozmowy
mogłem się w niej zakochać? - Zadałem sobie pytanie w myślach. - Nie to
na bank nie możliwe. Ale te jej oczy i uśmiech, a ten jej słodki nosek i
to jak się rumieni. O matko ona jest cała cudowna. - Rozmarzyłem się o
niej. Szybko zasnąłem myśląc o brunetce.
KILKA DNI PÓŹNIEJ
LEON
Jak
codziennie wracam z treningu. Od mojego spotkania ze śliczną brunetką
wracam zawsze tą samą drogą z nadzieją że ją spotkam. Później zahaczam o
kawiarnię w której wtedy byliśmy siedzę tam ze dwie godziny i wracam do
domu. Niestety zawsze bez skutku. Chciałbym z nią porozmawiać. Wyjaśnić
z nią czemu wtedy tak po prostu wyszła. Dzisiaj też tak jest. Siedzę w
kawiarni i czekam. Tylko nie wiem na co. Chyba na jakiś cud, albo
zbawienie bo od kilku dni się tu nie pojawiła.W końcu dopiłem kawę i za
nią zapłaciłem. Wstałem ubrałem kurtkę i wyszedłem z kawiarni. Wróciłem
do domu gdzie położyłem się na łóżku jak codziennie i zacząłem myśleć o
niej.
-Czemu nie mogę wyrzucić jej ze swojej głowy? - Spytałem
sam siebie. Jeszcze chwilkę leżałem myśląc o niej po czym wstałem.
Udałem się do kuchni i znalazłem coś do jedzenia. Wróciłem z powrotem do
pokoju. Przypomniało mi się że dziś wprowadza się tutaj jakaś koleżanka
Ludmiły. -Może dzięki niej zapomnę o Vilu - Pomyślałem
VIOLETTA
Przez
te kilka dni Leon się nie odezwał. Czego mogłam się spodziewać.
Wyjawiłam mu swoją tajemnicę i stchórzył jak każdy inny koleś. W
dodatku on jest sławnym piłkarzem. A ja? Ja tylko zwykłą dziewczyną z
domu dziecka, bez rodziny, pracy i w dodatku bez domu. Dobrze że Lu
zgodziła się mnie przygarnąć na kilka dni. Właśnie wkładam swoją walizkę
do bagażnika jej auta.
-Vilu mogę wiedzieć czemu masz taki
humor? - Spytała wskazując na moją minę. No fakt jakoś nie potrafię
zmienić miny odkąd poznałam Leona. Na myśl o nim jestem szczęśliwa. Ale
jak przypomnę sobie że nie dzwonił od naszego spotkania to che mi się
płakać. W tym momencie jestem na etapie płakania.
-Poznałam
chłopaka, można powiedzieć że uratował mi życie. Zaprosiłam go na kawę.
Opowiedziałam całą swoją historię włącznie z domem dziecka. Bałam się
trochę tego co powie więc skorzystałam z okazji i wyszłam kiedy był
zajęty ale wcześniej zostawiłam mu na stoliku numer telefonu. Nie
zadzwonił - Wyjaśniłam wszystko dość szybko w dużym skrócie.
-Znaczy
że się zakochałaś - Powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach. Ale
chwilka przecież nie można zakochać się w człowieku którego się
praktycznie nie zna i widziało się go raz w życiu.
-Nie Lu nie
zakochałam się tylko świetnie mi się z nim gadało - Wyjaśniłam szybko na
poczekaniu. Może się zakochałam ale się do tego nie przyznam. Bo miłość
od pierwszego wejrzenia nie istnieje.
-Zwyczajnie chciałabym się z
nim spotkać i pogadać - Dodałam. Spojrzałam na nią a jej mina mówiła
coś w stylu "Już ci wierzę". Nie dyskutowałyśmy zbyt dużo, wsiadłyśmy do
samochodu i pojechałyśmy do jej domu. Weszłyśmy do środka. Lu pokazała
mi mój pokój. Pomogła rozpakować walizki. Zajęło to trochę czasu choć
wcale nie miałam dużo rzeczy.
Teraz stoimy w kuchni i
przygotowujemy coś smacznego na obiad. Lu powiedziała że jej chłopak i
kolega mają zaraz wrócić z jakiegoś tam treningu. Po kilku minutach
zadzwonił do drzwi więc Lu poszła otworzyć a ja kończę gotować. Po
chwili wróciła do kuchni.
-Kochana pozwól że ci przedstawię -
Zaczęła a ja szybko się odwróciłam. Swój wzrok skupiłam na chłopaku
którego trzymała za rękę. - Mój chłopak Federico - Powiedziała
przywitałam się z nim
-Violetta - Powiedziałam z uśmiechem. Po chwili przeniosłam swój wzrok na drugiego chłopaka. Zatkało mnie lekko.
-Leon
- Powiedziałam zdziwiona. Ludmiła i Federico spojrzeli na nas dziwnie.
Patrzyłam na niego i nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Violetta - Powiedział również bardzo zdziwiony. Chyba też nie wiedział co ma powiedzieć.
-Nie
zadzwoniłeś -Postanowiłam przerwać ciszę. Wyminęłam ich i poszłam do
swojego tymczasowego do pokoju. Słyszałam jeszcze jakieś rozmowy.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć czemu trafiłam akurat na
niego.Wolałabym go nie spotkać niż ponownie robić sobie nadzieję.
Moje
rozmyślania po kilku minutach przerwało pukanie do drzwi. Spojrzałam w
tamtym kierunku. W drzwiach stanął właśnie Leon. Ponownie odwróciłam
głowę i zaczęłam myśleć.
-Jak miałem zadzwonić? - Spytał i usiadł
obok mnie. Spojrzałam na niego. Znów te jego oczy. Przypomniało mi się
jak mnie w tedy złapał.
-Wystarczyło wybrać mój numer i zadzwonić - Powiedziałam. Przecież to żadna filozofia.
-Nie miałem numeru - Wyjaśnił szybko.
-Zostawiłam
ci go w kawiarni na stoliku - Powiedziałam. Cały czas patrzyłam w jego
czy. Westchnął i zacisnął oczy kładąc rękę na głowie.
-Ale tam
nic nie było - Powiedział szybko. Spojrzał na mnie.Popatrzyłam na niego i
chwilkę się zastanowiłam. No w sumie może mieć rację. Jak tak pomyśleć
to albo te fanki zgarnęły karteczkę albo gdzieś spadła i on jej nie
zauważył.
-Czyli się nie przestraszyłeś że jestem z domu dziecka?
- Spytałam niepewnie. Muszę to wiedzieć inaczej nie chcę zaczynać z nim
przyjaźni.
-Posłuchaj dla mnie nie ważne jest czy masz rodziców
czy nie, gdzie się wychowałaś lub to ile masz kasy. Dla mnie jest ważne
jedynie to co nosisz w sercu - Powiedział i się uśmiechnął. Mówiąc to
patrzył w moje oczy więc mu wierzę. Uśmiechnęłam się lekko i przytuliłam
do niego. On lekko mnie objął. Przeszedł mnie dziwny dreszcz jak
dotknął moich pleców więc szybko się od niego odsunęłam.
Wyszliśmy
z pokoju i skierowaliśmy się do kuchni. Ludmiła akurat nakładała
spagetti na talerze więc usiedliśmy i czekaliśmy. Po chwili dostaliśmy
nasze porcje. Zjedliśmy i wspólnie z Leon posprzątaliśmy a Ludmiła i
Federico poszli do pokoju. Po tym jak skończyliśmy sprzątać wróciłam do
swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Zaczęłam myśleć o Leonie.
Właśnie nie wiem czemu akurat o nim.
-Chciałam go ponownie
spotkać i spotkałam - Pomyślałam i się uśmiechnęłam - To jak
przeznaczenie - Uśmiechnęłam się na samą myśl o przystojnym brunecie.
Szkoda tylko że nigdy nie będziemy razem. Dwie różne, osoby, dwie różne
osobowości. On bogaty, przystojny, sławny piłkarz i ja szara myszka, bez
rodziców, z domu dziecka, biedna i bez pracy. To nie ma prawa się udać
nawet jeśli bardzo bym chciała...
******************
Mam nadzieję że to coś Wam się spodobało. Jutro dodam kolejną część :)
Tym czasem zostawiam was i uciekam :) Wesołych Świąt